Nowa wiedza od przyjaciela

Dzisiaj doznałam odkrycia od mądrzejszej ode mnie. Otóż dotarło do mnie pytanie. Co z tego, że wygram? Potyczki słowne i bycie nieugietą to wpływa na dwóch ludzi z relacji.  Zabieranie możliwości kontaktu kara obie strony. Czy nie lepiej postawić sobie pytanie, czy ja tego chcę? Co wezmę, co dam? Czy mi to służy? Czy jednak za dużym kosztem moim okupione. Jednak człowiek stojący obok widzi nas w rzeczywistym świetle i może dać coś od siebie co posłuży i zaowocuje. Do czego służy siłowanie się? Do wysiłku, spalania kalorii, zdenerwowania i …złości. Jak zatem sprawić, by drugiej stronie relacji, tej mniej zaangażowanej zależało?Lub żeby to pokazała? Kto wie?

Głos, głosik i tyle różnych odsłon

Wczoraj zasłuchana uważnie przyglądałam się jak koleżanka wypowiada słowa. Odchyliła wargi tylko nieznacznie. Tak by Jej głos stabilnie w określonym tempie osbłaskawiał, łagodnie przekazywał myśl ważną. Inaczej chyba nie trafiłby do nieposkromionego odbiorcy. Przeciwieństwo harmonia i rwący strumyk zrozumieją się. Bo usłyszą różnicę w przekazie. To 1 człowiek, który potrafi mówić, tak że drugi jest zasłuchany. A ten drugi choć trochę narwany , dostrzeże łagodnie płynący głos do niego zwrócony. Fakt , że jeden człowiek zasłucha się w myśli wypowiadane przez drugiego, że chce się czegoś dowiedzieć, nauczyć to nie takie oczywiste. Bo przecież każdy z nas ma inny głos. Nie widząc człowieka, nie pamiętając imienia, nie pamiętając twarzy głos jego zapada w naszej w pamięci najbardziej.

To jak mówiła do mnie koleżanka było na wieczór zarezerwowane jak przemowa do wieczornego kakao. Jej głos w tle muzyki przebił swoją stabilnością, równowagą, wszystkie moje achy i ochy, niepokoje i rozdarte pytania. On trwał. Trafne, krótkie spostrzeżenia wypowiadane przez nam bliskich ludzi są ciężkie – wiele ważą. Abyśmy zawsze umieli usłyszeć, zatrzymać się, posłuchać, podziękować. Może wziąść coś i pomóc sobie samym z wiedzą zaczerpniętą od innego zasobnego w jakąś mądrość człowieka.

Pomyślałam sobie będąc dzieckiem, chciałam zrobić po swojemu, nie umiałam słuchać. Potem moje opowieści były zawstydzoną nastolatką, obawami przed dorastaniem raz przechwałkami, raz smuteczkami, innym razem serdecznym rozśmiewaniem się z tego co coś ktoś powiedział, zrobił. Rzadko zadawałam pytania. Raczej myślałam co ktoś miał na myśli.

Mówiąc coś ludzie wydają z siebie głos. Zawarta jest w nim ogromna siła.  Entuzjazm pomocny przy uleczaniu, naprawianiu, wznoszeniu kogoś kto smutny, niepewny, zagubiony czy chory. Siła i chęć angażowania emocji w przeżywanie z drugim człowiekiem, zasłuchanie w jego nastrój i odpowiedź na jego potrzebę to szufladka. My decydujemy czy otworzyć którąś z szufladek, czy ma pozostać zamknięta lub uchylona. A gdybyśmy tak mieli nigdy nie spotkać tego człowieka. Jak wtedy mówilibyśmy do siebie? Może mówiąc czujemy, że jest to nasze małe, własne bogactwo i chcemy się nim podzielić. I gdyby ten drugi ucieszył się i wziął coś z tej rozmowy to czy nie byłaby to szczęśliwa relacja. Szczęście dla nas samych. Szczęście widząc podziw, zachwyt, zainteresowanie u drugiego. Sposób na pokrzepienie, nakarmienie się wzajemnie? Nie wiem, czymże to jest. Ale dla mnie to piękna przestrzeń i dar. Człowiek słyszy swój głos, szczęśliwym się staje. Ale też, człowiek daruje coś człowiekowi. I nikt nie zrobi tego tak samo.

O głosie starszych dziadziusiów i babć wspomnę. Ileż rozdartych głosów grozi palcem. Troska się, przestrzega, trwoży i zakazuje. Siła , wspomnienia, przerywane kaszlnięciem. Posłuchajmy ich do końca. Zasługują na uwagę, na szacunek. Nie zrobią tego , nie powiedzą na nowe czasy, ale to jakich słów użyją, jak bardzo im się chce przypomnieć, przywołać pamięć to niezwykłe i wyjątkowo silne. Niesie czasy i ważne przekazy. Nie ekspresem, ani being 737, ale z laseczką, skandowaniem, przystankami. Poza mądrością, niosą lata wypowiedzi i przeżyć. Mają obrazy wydarzeń. Każdy starszy człowiek, każde dziecko, każdy nastolatek, który chce coś powiedzieć powinien być wysłuchany, zauważony.